Shadowbox.init();
14 grudnia 2018 r.
Komentarz poranny

Drugi z rzędu bardzo dobry raport z rynku pracy USA puszcza w niepamięć fatalne dane za maj. Opublikowany w piątek komplet danych można rozpatrywać nawet w kategoriach najlepszego w ostatnich kilkunastu miesiącach.

W końcu zmiana zatrudnienia wypadła powyżej najwyższej prognozy i ponad 5 odchyleń standardowych od średniej z ankiety Bloomberga. Przyrost liczby etatów był nie tylko bardzo silny, ale również najrówniej rozłożony pomiędzy gałęziami gospodarki od lutego 2015 roku. Co więcej, jednocześnie wynagrodzenia rok do roku wyrównały najwyższą dynamikę w ostatnim siedmioleciu, podskoczyła stopa partycypacji, podobnie jak martwiący wskaźnik średniej liczby godzin przepracowanych w tygodniu.
Umocnienie dolara jest zatem w pełni uzasadnione. Wycena prawdopodobieństwa podwyżki we wrześniu podniosła się z 18 do 26 proc. Rynek pieniężny wycenia szanse, że w tym roku dojdzie do podniesienia stóp na niemal 50 proc. To ciągle zbyt mało w świetle kondycji rynku pracy. Pomimo hossy na Wall Street, rentowność długu USA o dziesięcioletniej zapadalności nadal jest poniżej 1,60 proc. – na tym polu istnieje gigantyczna przestrzeń do zwyżek sprzyjających sile dolara. Amerykańska waluta może mieć jednak problemy z bezpośrednią kontynuacją aprecjacyjnego ruchu do całego grona przedstawicieli G-10.
Po pierwsze, jesteśmy w wakacyjnym okresie niskiej płynności i dużej kapryśności notowań a w najbliższych dniach nie poznamy ważnych danych z USA ani wystąpień publicznych decydentów z FOMC. Weekendowy artykuł centrysty z Fed, J. Powella w Financial Times wskazuje, że władze monetarne charakteryzuje rosnący strach przed długim okresem niższego wzrostu, który nie wymaga zdecydowanego podnoszenia kosztu pieniądza. Przypomnijmy, że kilkanaście tygodni temu podobne stanowisko zaprezentował Dudley, który do tamtego czasu uważany za jastrzębia.
Po drugie, z grona walut, które będą w defensywie należy wykluczyć NZD. RBNZ zetnie stopy, ale jest to wycenione w 99 proc. W takiej sytuacji jedynie zasygnalizowanie, ze luzowanie to początek nowego cyklu może uderzyć w kiwi. CAD po silnej przecenie z piątku jest na mało atrakcyjnych poziomach do sprzedaży. Tym bardziej, że ceny ropy budują wyraźną strukturę wzrostową z kolejnymi dołkami położonymi coraz wyżej. Dodatkowo czynniki, które w poprzednich tygodniach sugerowały, że rynek jest dalszy od zbilansowania niż zakładano jeszcze w czerwcu, choć nadal są aktualne, to nie sprowadzają kursu na nowe minima. Po czwartkowych danych o zapasach ceny tylko chwilowo zniżkowały by potem silnie odbić, piątkowe informacje o liczbie aktywnych wież wiertniczych (szósty kolejny wzrost) również tylko na moment zastopowały wzrosty. Zamknięcie dnia ponad 42 USD powinno otworzyć drogę do silniejszego odreagowania. Dolar australijski pozostaje mocny - AUD/USD broni 0,76. Walucie tej sprzyja także popyt na crossach (wzrosty AUD/CAD powyżej parytetu, silne odbicia AUD/NZD oraz AUD/JPY ). W notowaniach miedzi na LME podaż ma wyraźne problemy z zepchnięciem cen poniżej pułapu 4800 USD za tonę. Prowzrostowy układ notowań budowany przy modelowym zasięgu prostej korekty sugeruje, że kurs wykona kolejną próbę zwyżki w kierunku 5000 USD. Sprzedaż AUD przy dobrej koniunkturze w notowaniach metali przemysłowych to spore ryzyko.

Kandydatami do sprzedaży USD pozostają zatem przede wszystkim waluty defensywne. Jeśli notowania surowców okażą się zgodne z zarysowanym  scenariuszem, to mogą też dać impuls ze strony spółek wydobywczych i paliwowych do kontynuacji wzrostów na globalnych giełdach. Podtrzymanie dobrego sentymentu powinno wspierać ryzykowne AUD,CAD i NZD kosztem defensywnych CHF, EUR i JPY. Z wymienionej trójki sprzedaż EUR/USD powinna być odłożona do wygenerowania silniejszego wzrostowego impulsu w kierunku 1,1150.

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012