Shadowbox.init();
24 marca 2019 r.
Komentarz poranny

Banki centralne prześcigają się w łagodzeniu swojego przekazu, a inwestorzy starają się tłumić obawy o stan globalnej gospodarki, po cichu też licząc, że porozumienie handlowe między USA i Chinami da nowe otwarcie i wleje więcej optymizmu w rynki finansowe. Dużo tu jednak warunków koniecznych do spełnienia, co skutkuje tym, że waluty wpadły w stan zawieszenia.

Wczoraj święto w USA zamaskowało nudny dryf, w jaki wpadł rynek walutowy, a który by wystąpił nawet przy pełnej obecności inwestorów z Nowego Jorku. Obecnie bezpieczniej jest grać wąskie przedziały wahań niż ustawiać pod silniejszy rajd w którąkolwiek stronę. Nie można już rozkręcać spirali strachu o globalną recesję, gdyż czołowe banki centralne otworzyły się na ewentualność powrotu do luzowania polityki pieniężnej. Fed był pierwszy w styczniu, ostatnio gołębie komentarze z EBC zaczęły sugerować zapowiedź nowego programu pożyczkę dla banków komercyjnych, a dziś w nocy swoje trzy grosze dorzucił prezes Banku Japonii. Kuroda powiedział, że bank rozważy dodatkowe luzowanie polityki, jeśli będzie tego wymagać osiągniecie celu inflacyjnego lub ruchy jena wpłyną na gospodarkę. Czy to dobry ruch? Z pewnością, ale tylko jeśli sytuacja będzie tego wymagać, a aż tak źle z gospodarką nie jest. Dodatkowym pytaniem jest, czy banki w ogóle mogą cokolwiek jeszcze więcej zrobić po wieloletniej ekspansji monetarnej? W przypadku BoJ i EBC – wątpię, stąd komentarze ich członków są bardziej nastawione na zbudowanie zaufania i zapobieganie zalążkom paniki. Wreszcie, czy banki faktycznie są zainteresowane rezygnacją z normalizacji i powrotem do luzowania? Moim zdaniem byłby to bardzo niebezpieczny rezultat, gdyż banki centralne jeszcze nie odbudowały swoich arsenałów, by móc przeciwstawić się następnej recesji. Ale rynki wyraźnie sprzeciwiają się dążeniom do normalizacji polityki monetarnej i bankom centralnym (przynajmniej na razie) pozostaje tylko ulegnąć.

Jednak o rajd ulgi także nie jest łatwo, gdyż jego trwałość stała się silnie uwarunkowana czynnikami politycznymi. A są to najgorsze czynniki, z którymi trzeba się mierzyć, gdyż są najtrudniejsze do właściwego wycenienia przeważne z powodu nagłej zmiany zdania osób zaangażowanych. Na razie głównym „kłopotem” rynków jest przyszłość relacji handlowych USA-Chiny. Rozmowy trwają, a ich kolejna runda startuje dziś w Waszyngtonie i potrwa do piątku. Politycy wysokiego szczebla (wicepremier Chin, przedstawiciel ds. handlu USA) będą zaangażowani w negocjacje, co daje nadzieje na rozstrzygnięcia i podpisanie porozumienia. A mimo to inwestorzy są ostrożni i nie dają się ponieść emocjom na wypadek, gdyby nagle coś poszło źle. Ponadto nie ma gwarancji, że gdy prezydent Trump zakończy batalię z Chinami, nie będzie szukał sukcesów na innych frontach. Według dyskusji toczonych na rynku następny w kolejności może być sektor motoryzacyjny strefy euro. Zatem pokój w wojnie handlowej USA-Chiny nie zamyka tematu zagrożeń dla globalnej wymiany handlowej. A to blokuje rajd ryzyka.

Mamy stan zawieszenia, który inwestorzy spekulacyjni wykorzystują do sprzedaży górek i kupowania dołków. Zamknięcie EUR/USD w przedziale 1,1250-1,1350 jest tego najlepszym dowodem. Zyskuje funt, ale tylko na tym, że GBP/USD stracił wsparcie w postaci wcześniej utrzymującej się siły dolara. Nadzieje na porozumienie handlowe USA-Chiny pomagają AUD i NZD, ale w ograniczonym stopniu przez ostrożne podejście inwestorów. Wreszcie uspokojenie zagościło na złotym i 4,34 za EUR staje się lokalnym sufitem. Ale spokój wynika po części z zamarcia handlu, co bardziej przemawia za przejściem w dryf na wyższej półce ok. 4,32 niż szybki powrót do starego punktu równowagi pod 4,30. Sporządził: Konrad Białas.

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012