22 lutego 2018 r.
Ambitna unijna reforma śmieciowa idzie do kosza

Od czasów rewolucji przemysłowej, ludzkość rozwija się na podstawie modelu: wydobyć surowce, przetworzyć je w produkty, wykorzystać, wyrzucić. To linia prosta, której koniec wyznaczają śmieci na wysypiskach. Komisja Europejska chciała, żebyśmy przestali myśleć w ten sposób. Zamiast wpadać do kosza, odpady miały się stać źródłem energii oraz materiałów do powtórnego przetworzenia. Proces miał stać się kołem.

W istocie chodzi o dwa koła. Biologiczne, bo żywność i materiały biodegradowalne mogą zostać przywrócone do środowiska, gdzie ulegną rozkładowi, oraz pozostałe odpady, głównie tworzywa sztuczne i metale, które miały się znaleźć w "technosferze", czyli być odzyskiwane i wykorzystywane przez producentów.

Na tym polega idea ekonomii cyklicznej - produkty, które kupujemy dziś, są surowcami przyszłości.

Pod koniec stycznia tego roku Komisja zaproponowała więc, aby do 2030 r. zwiększyć ponowne wykorzystanie i recykling odpadów komunalnych do co najmniej 70 proc., a od 2025 r. zakazać składowania na wysypiskach podlegających recyklingowi tworzyw sztucznych, metali, szkła, papieru i tektury oraz odpadów ulegających biodegradacji. Przy czym państwa członkowskie powinny dążyć do praktycznego wyeliminowania składowania do roku 2030, a do 2020 ograniczyć ilość najpowszechniejszych odpadów wyrzucanych do morza o 30 proc.

Komisja zaproponowała też, aby do roku 2025 państwa członkowskie opracowały strategie zapobiegania powstawaniu odpadów żywnościowych i podjęły dążenia do ograniczenia ich w sektorach produkcji, sprzedaży, gastronomii i gospodarstw domowych o co najmniej 30 proc. - teraz aż połowa całej żywności ląduje na wysypiskach.

To tylko część ambitnych założeń planu ekonomii cyklicznej. Niestety, już na początku lutego Unia wycofała się z pakietu legislacyjnego, który miał te założenia wcielać w życie. Plan poległ pod presją państw członkowskich oraz przemysłowego lobby. Uznano go za zbyt wymagający.

Jego pomysłodawca Janez Potoćnik, który do 2014 r. był komisarzem do spraw środowiska, stwierdził, że wycofanie pakietu i obietnice wprowadzenia jeszcze ostrzejszego planu w tym samym roku były błędem przewodniczącego KE Jeana-Claude'a Junckera i wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa. Według Potoćnika to stracony czas i groźba utknięcia w politycznych negocjacjach nowego pakietu.

- Nigdy bym tak nie postąpił. Naszą propozycję budowaliśmy stopniowo, biorąc pod uwagę stanowiska wszystkich zainteresowanych stron. Plan był ambitny, dalekosiężny i całościowy, nie wiem więc, co ma się znaleźć w propozycji, która ma być przedstawiona w tym roku - powiedział Potoćnik "Guardianowi".

Marcus Gover, przewodniczący brytyjskiego stowarzyszenia WRAP zajmującego się działaniami na rzecz redukcji odpadów i ich przetwarzania, powiedział, że do 2025 r. firmy zajmujące się odbiorem odpadów nie będą ich składować ani spalać, lecz staną się częścią "przemysłu przetwórczego odpadów". Ich rola zmieni się z odbiorców śmieci w "wytwórców cennych dla producentów zasobów".

Jeśli tak się stanie, firmy zaczną traktować dzisiejsze odpady jako cenne surowce nie dlatego, że takie przepisy wejdą w życie, ale dlatego, że surowce naturalne stają się zbyt cenne, aby je marnować.

 

Źródło: Gazeta Wyborcza

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012