19 lutego 2018 r.
Specjaliści od brudnej roboty

W stolicy Ghany, Akrze, znajduje się największe wysypisko śmieci elektronicznych w Afryce. Piętrzą się tam cale góry sprzętu AGD i RTV, zużytych komputerów, akumulatorów samochodowych i wszystkiego, co zawiera miedź, aluminium i inne metale, które daje się odzyskać.

Agbogbloshie - slums i jednocześnie dzielnica Akry położona w sąsiedztwie wysypiska - początkowo był schronieniem dla uchodźców z północnej Ghany objętej wojnami plemiennymi. Już wtedy w okolicy Agbogbloshie rozwijał się handel złomem. Później pojawiły się elektrośmieci.

Pod koniec lat 90. Ghana zaczęła otrzymywać z Zachodu używany, ale zdatny do użytku sprzęt komputerowy, jako pomoc dla krajów wykluczonych cyfrowo. Właściciele firm zajmujących się utylizacją elektronicznych śmieci na Zachodzie szybko zorientowali się jednak, że pod przykrywką wsparcia dla krajów Trzeciego Świata łatwo można przerzucić odpowiedzialność za utylizację niebezpiecznych odpadów na odbiorców rzekomej pomocy.

Proceder został szybko dostrzeżony, a sprawą zajęła się ONZ. Już w 1989 r. w Szwajcarii powstał dokument - zwany konwencją bazylejską - którego celem jest kontrolowanie przemieszczania się i eksportu niebezpiecznych odpadów. Tyle że do Ghany nadal spływają bez przeszkód tysiące ton śmieci. Co więcej, ilość tych "prezentów" udających pomoc rozwojową nadal się zwiększa. W ten sposób w marcu 2014 r. góra starych telewizorów, pralek i komputerów przy Agbogbloshie zdobyła mało zaszczytny tytuł największego wysypiska śmieci elektronicznych na świecie.

E-śmieci hurtowo odsprzedawane są na licytacjach, w których udział biorą handlarze złomem. Nabywcy zabierają towar z portu na swoje poletka i rozbierają śmieci najprostszymi metodami, przy użyciu młotków lub kamieni. W pierwszej kolejności złomiarze oddzielają te elementy, które można jeszcze naprawić lub odsprzedać w całości - głównie działające części komputerowe i samochodowe.

Z pozostałości po rozebranych śmieciach handlarze odzyskują metale. I tu kryje się największe zagrożenie. Złomiarze, by odzyskać miedź i aluminium, skrywane w zakamarkach starych urządzeń, sięgają po najprostsze rozwiązania. Wypalają kable, rozbijają kineskopy, powodując ciężkie skażenie środowiska.

Odzyskane w ten sposób metale trafiają do punktów skupu. Za urobek złomiarze otrzymują grosze - mniej więcej ćwierć tego, co mogliby dostać w Polsce. Tylko niewielka część odzyskanych surowców zostanie na miejscu, gdzie lokalni wytwórcy wykorzystują metale do wytwarzania prostych przedmiotów użytkowych, jak choćby misek. Reszta powróci do Europy.

Jak zauważa tygodnik regulującej międzynarodowy obrót ekośmieciami, konwencji bazylejskiej do dzisiaj nie przyjęło tylko kilka państw świata. Są wśród nich zarówno wielcy eksporterzy uciążliwych odpadów (w tym USA), jak i potencjalni odbiorcy - Sierra Leone, Angola czy Południowy Sudan. Słaba kontrola i korupcja urzędników powodują, że nawet duże transporty bez problemu wwożone są nadal także na obszar państw, które formalnie konwencję ratyfikowały (np. Chiny, Pakistan, Indie, Meksyk). Według raportu śledzącej problem nielegalnego eksportu śmieci organizacji STEP globalne obroty e-śmieciami osiągnęły w 2013 r. poziom 50 mln ton. W ciągu kolejnych czterech lat ta ilość ma wzrosnąć o jedną trzecią do ok. 65 mln ton. Usypana z wyrzuconych w ciągu jednego roku lodówek, komputerów, telewizorów i sprzętu AGD góra byłaby ośmiokrotnie wyższa od największej egipskiej piramidy Cheopsa.

Odpowiedzialność za rosnącą górę odpadów cywilizacji ponosi głównie Zachód, jednak coraz większy udział w jej usypywaniu mają także państwa do niedawna uznawane za rozwijające się.

Agbogbloshie nie jest jedynym miejscem w Afryce, które Zachód uczynił swoim tanim wysypiskiem śmieci. Podobne centra recyklingu - jak nazywa się je oficjalnie - znaleźć można poza Ghaną także na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Beninie, Nigerii i Liberii. To ubogie państwa zachodniej Afryki, niektóre cierpiące z powodu wojen i fatalnych rządów.

Są już na szczęście w Afryce miejsca, gdzie miejscowe władze pojęły, że groszowe zyski ze sprzedaży kilkuset ton miedzi albo zdatnych jeszcze do użytkowania urządzeń w żaden sposób nie rekompensują olbrzymich strat ekologicznych i społecznych. W większości państw Afryki Wschodniej zdecydowanie ograniczono pseudoimport "second-hand electronic". Do Zambii i Ugandy wwóz e-śmieci jest już praktycznie zakazany.

 

Źródło: Wprost

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012