27 maja 2018 r.
Odzysk platynowców z katalizatorów samochodowych

Samochód to dobro masowe. Aby utrzymać cenę na przystępnym poziomie, większość aut wykonana jest z masowych materiałów. Jednak bez względu na model, w układzie wydechowym skryte są jedne z najcenniejszych ziemskich pierwiastków: platyna, pallad i rod. W niewielkich ilościach znajdują się one w katalizatorach i są niezbędne do tego, by urządzenia te spełniały swoje funkcje - zamieniały szkodliwe produkty spalania paliwa w bardziej obojętne dla środowiska związki.

Metale szlachetne są rzadkie, a przez to drogie. W 2014 r. na świecie wydobyto 14,5 tony platyny, choć globalne zapotrzebowanie wyniosło 22,8 tony. Brakującą ilość uzyskuje się dzięki recyklingowi, m.in. biżuterii. Największym źródłem metali szlachetnych z drugiej ręki są jednak katalizatory samochodowe, z których udało się odzyskać 5,6 tony platyny (branża motoryzacyjna jest także największym konsumentem tego metalu, zużywając w ub.r. 9 ton; wszystkie dane pochodzą od World Platinum Investment Council).

Obecnie w Polsce nikt nie zajmuje się odzyskiem metali szlachetnych na przemysłową skalę. Wszystkie takie urządzenia trafiają na Zachód, gdzie swoje instalacje ma m.in. potentat tej branży, belgijska firma Umicore, która w swojej technologii wykorzystuje wielkie piece.

Standardowo odzysku platynowców dokonuje się metodą metalu zbieracza, czyli topi się zmielone katalizatory z innym metalem w piecu. Metal zbieracz razem z platyną stworzy stop, który poddaje się później działaniu kwasu, by rozpuścić metal zbieracz. Metale szlachetne nie rozpuszczają się w kwasie, więc otrzymane zostaną jako osad. Z kolei ceramiczna część katalizatora tworzy, łatwy do usunięcia, żużel.

Naukowcy z Politechniki Śląskiej pomyśleli, że zamiast katalizator kruszyć i wrzucać do pieca, wystarczyłoby go "przepłukać" ciekłym metalem. Metoda ta zakłada więc, że wycięte elementy układa się wzdłuż okrężnej rynny wypełnionej stopionym ołowiem, który następnie wprawiany jest w ruch (zaczyna płynąć) pod wpływem pola elektromagnetycznego wytwarzanego w cewkach dookoła rynny. Jako ciekawostkę można podać fakt, że wykorzystywane jest tutaj zjawisko magnetohydrodynamiczne.

Niestety, technologia ta nie nadaje się jeszcze do komercjalizacji. Problemem jest przede wszystkim ołów, czyli metal, który ma kiepski wpływ na nasze zdrowie; musiałby go zastąpić inny metal, np. miedź. To zaś oznacza wzrost rachunków za prąd, bo miedź  topi się w wyższej temperaturze niż ołów. Wynalazek w tej chwili musi też być obsługiwany ręcznie; aplikacja komercyjna wymagałaby opracowania zestawu robotycznych ramion, które umieszczałyby i wyjmowały katalizatory z rynny, aby poprawić efektywność procesu.

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012