22 lutego 2018 r.
Złoto przestało być złotem. Co stało się z bezpieczną przystanią inwestorów?

Zwykle, gdy na rynkach panuje sztorm inwestorzy kupują złoto szukając tzw. bezpiecznej przystani. Jednak tym razem tak nie było.

Czy to oznacza, że złoto przestało być złotem?

Wartość złota spada regularnie od drugiej połowy 2012 roku. Jednak dopiero kilka dni temu przełamała psychologiczną barierę. Cena drogocennego metalu spadła do najniższego poziomu od marca 2010 roku. W ostatni poniedziałek za jedną uncję płacono około 1088 dolarów.

Złoto traktowane jest przez inwestorów jako zabezpieczenie majątku od wszelkiego rodzaju zawirowań. Gdy wybucha kryzys, nurkują indeksy giełdowe, tracą waluty, a surowce są przeceniane to kupuje się złoto.

Kruszec jest nazywany "bezpieczną przystanią", bo chroni kapitał wtedy, gdy na światowych rynkach panuje panika, a inwestorzy kierują się emocjami zamiast chłodną kalkulacją.

Doskonale było widać to we wrześniu 2008 roku, gdy rozpoczynał się światowy kryzys gospodarczy. 13 września za uncję złota płacono około 750 dolarów. Dwa dni później, czyli 15 września zbankrutował Lehman Brothers. Upadek jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie wywołał panikę na giełdach. Przyjmuje się, że tego dnia wybuchł najgorszy od 70 lat kryzys finansowy.

Inwestorzy szukając schronienia rzucili się na złoto. 17 września kruszec kosztował już 860 dolarów. Tak rozpoczęła się wspinaczka, która trwała do połowy września 2011 roku. Wtedy uncja złota kosztowała już ponad 1800 dolarów. Później kruszec zaliczył kilka gorszych miesięcy, ale w październiku 2012 odrobił większość strat i wrócił do poziomu niemal 1800 dolarów za uncję.

Jednak teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Złoto tanieje od lat choć rynki finansowe nie są wolne od zawirowań. Wystarczy przyjrzeć się temu, co działo się w ostatnich tygodniach. Choć inwestorzy drżeli o przyszłość strefy euro, bo bankructwo Grecji wisiało na włosku, to złoto nie drożało. Podobnie było, gdy na początku lipca krach wstrząsną Chinami. Tamtejsze giełdy w kilka tygodni straciły ponad 20 proc., a inwestorzy mimo wyraźnej paniki nie rzucili się do ucieczki ku "bezpiecznej przystani".

Dlaczego? Opinie są podzielone. Jedni analitycy twierdzą, że brak wzrostów cen złota w czasie największej niepewności dotyczącej Grecji oraz Chin najdobitniej świadczy o tym, że nie jest już ono postrzegane przez inwestorów jako tzw. bezpieczna przystań. Ponadto, zmienność notowań złota jest obecnie zbyt duża, by mogło ono pretendować do miana "bezpiecznej przystani".

Drudzy z kolei są zdania, że dla inwestorów, którzy szukają ubezpieczenia majątku od wszelkiego rodzaju zawirowań - zdarzeń, których prawdopodobieństwa i skutków nie jesteśmy w stanie określić w odległym terminie, złoto pozostanie "bezpieczną przystanią", wciąż skutecznie zabezpieczając siłę nabywczą ich kapitału. Tak, aby za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat za zgromadzone środki mogli kupić przynajmniej ten sam koszyk dóbr i usług. A dla spełnienia tej podstawowej funkcji nie ma znaczenia dzisiejsza wycena złota. 

Uważają oni, że "złoto było, jest i będzie bezpieczną przystanią i nie straci na popularności". - Nie widać sensownej alternatywy mogącej zastąpić złoto. Oczywiście doraźnie pojawiają się nowe pomysły jak np. tzw. obligacje śmieciowe, ale to tylko potwierdza fakt braku racjonalnej opcji. Inwestorzy kupują papiery o wysokiej rentowności, narażając się na wysokie ryzyko, skoro obligacje rządowe mają rentowności ujemne.

Pierwsi uważają, że inwestorzy szukający bezpieczeństwa kupują m.in. japońskiego jena. Jeśli chodzi o surowce to w przypadku kryzysowych sytuacji mamy do czynienia z odpływem kapitału z całej tej grupy. Kapitał płynie w kierunku obligacji Niemiec czy USA.

Drudzy natomiast utrzymują, że nikt nie jest obecnie w stanie przewidzieć czy notowania ulegną dalszym spadkom, czy może nastąpi poważne odbicie.

 

Źródło: tvn24bis.pl

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012