27 maja 2018 r.
Składowisko złomu firmy Desch z Zegrzyńskiej hitem telewizji

Złomowisko Desch mieści się przy Zegrzyńskiej 44.

Elegancko: trawniczek, klomby, przed wejściem dwie doniczki. Trudno byłoby zgadnąć, że to siedziba firmy skupującej i sprzedającej złom. Trudno byłoby, gdyby na otaczającym budynek schludnym firmowym placu nie zalegały kontenery i całe sterty żelastwa. Od Zegrzyńskiej wzrok przyciąga jednak głównie stojący na placu wrak helikoptera. Włodek, właściciel firmy, kupił go kiedyś od usytuowanego po sąsiedzku Centrum Szkolenia Policji. I tak już został. Włodek ma do niego sentyment. Kiedyś marzył o tym, żeby latać, a teraz helikopter stał się swoistym znakiem rozpoznawczym, symbolem firmy, którą kieruje od 25 lat.

W branży jest kryzys. Za kilogram aluminium, czyli mniej więcej 60 puszek, złomowisko płaci dziś 3,50 - o 50 groszy mniej niż jeszcze miesiąc temu. - To drobnica - macha ręką Jacek, prawa ręka prezesa. Ceny w hucie spadają, a my na kilogramie mamy jakieś 20 groszy zysku - dodaje. Tyle tylko, że do prasy Kazika trafia dziennie kilka ton puszek, więc i ta "drobnica" to jakiś zarobek.

Oprócz drobnych zbieraczy na złomowisko przyjeżdżają regularnie i poważniejsi klienci. Niektórzy jeżdżą po ulicach, śmietnikach, wioskach. Sprzątają złom z podwórek, wypatrują okazji na posesjach. I w ten sposób potrafią zarobić nawet kilkaset złotych dziennie. Jeden z nich - Marcin jeździ po wsiach. Zbiera od ludzi stare maszyny rolnicze, części, rowery.

- Niektóre rzeczy ludzie oddają za darmo i się cieszą, że mają problem z głowy, za niektóre się płaci, najczęściej ot tak na przysłowiową flaszkę - mówi. I narzeka, że niektórzy "koledzy po fachu" psują całej branży opinię. - Tych, co rozkręcają tory kolejowe, kradną kratki do studzienek albo wycinają przewody elektryczne jest tak naprawdę niewielu, ale ludzie potem wszystkich złomiarzy uważają za złodziei - zżyma się.

Inna sprawa, że miedź wśród detalistów i hurtowników to prawdziwy rarytas. Za kilogram można dostać nawet 16 złotych. - Kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi - żartuje pan Michał, który jak zwykle przywiózł rowerem dwa worki puszek i trochę miedzianej blachy. - No to chyba ćwiarteczkę postawisz? - zachęca kolega, któremu akurat nie chciało się pracować i przyniósł tylko dwa kilo puszek. - Nawet na papierosy nie będzie - mruczy zniechęcony.

Ale biznes nie kręci się wyłącznie na zużytym aluminium. Na złom trafiają stare auta czy przestarzały sprzęt wojskowy. Handel złomem, jak pokazuje seria Złomowisko.pl, przypomina trochę giełdę. Zamiast jednak eleganckich maklerów pod krawatem, mamy tu swojskich detalistów, którzy z kilometra wyczują, ile dany towar jest wart.

Dziś nawet duże kontrakty nie są już tak zyskowne. Jacek jest w firmie specjalistą właśnie od takich dużych partii złomu. Gdy wygrał przetarg na złomowanie 500 metrów rur, które biegły pod jezdnią spalonego warszawskiego mostu Łazienkowskiego, wydawało się, że na jakiś czas ten kontrakt zapewni firmie finansową stabilizację. Na ważących 500 ton rurach Desch spodziewał się zarobić kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tyle że w międzyczasie ceny stali ciągle spadały i interes wcale nie okazał się tak intratny.

W dobie kryzysu Włodek zastawiał się nad oszczędnościami, zwolnieniami i cięciami pensji. Póki co firma przetrwała i codziennie na Zegrzyńską wciąż zaglądają stali klienci z drobnym i grubszym złomem. A helikopter stoi jak stał.

Kolejne odcinki serii Złomowisko.pl, której bohaterami są m.in. pracownicy legionowskiej firmy Desch w każdą środę o 21.40 na Discovery Chanel.

 

Źródło: tustolica.pl

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012