22 lutego 2018 r.
Spór o gospodarkę (chińsko)rynkową. Zgrzyta w relacjach Brukseli z Pekinem
Wygląda więc na to, że jesteśmy na siebie skazani, mamy wielkie plany, a jednak w relacjach Brukseli z Pekinem zgrzyta.

Nikt nie ma wątpliwości, że po obu stronach stoją intratni dla siebie partnerzy, a strona unijna bierze też pod uwagę fakt, że w ambitny plan Junckera (mający być wprowadzony w życie do 2018 r., zakładający 315 mld euro na rozwój) aktywnie z zewnątrz zaangażowały się jedynie Chiny. Te Chiny, które - co też się w Brukseli dostrzega - rozpoczęły już implementację strategicznej wizji mającej na celu budowę Nowego Jedwabnego Szlaku - drogą lądową i morską - zmierzającego do Europy. Lądowy ma kończyć się gdzieś w Niemczech i Holandii, a morski w Pireusie, a może i Wenecji.

Wygląda więc na to, że jesteśmy na siebie skazani, mamy wielkie plany, a jednak w relacjach Brukseli z Pekinem zgrzyta. Zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku, gdy Parlament Europejski opublikował specjalnie przygotowaną analizę prawno-ekonomiczną na temat przyznania Chinom statusu gospodarki rynkowej (Market Economy Status - MES). Przypomniano w niej, że zgodnie z umową o przystąpieniu ChRL do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w grudniu 2001 r., a szczególnie jej artykułem 15, paragraf d, Chiny po 15 latach, czyli dokładnie 11 grudnia 2016 r. automatycznie otrzymają status gospodarki rynkowej (chyba że stanie się to wcześniej). Przyspieszenia nie było, bo po kryzysie na światowych rynkach z 2008 r., a szczególnie w ramach potężnego pakietu inwestycyjnego w wysokości 4 bilionów juanów (ok. 586 mld dolarów) na stymulację rozwoju chińskiej gospodarki w dobie kryzysu, rola państwa, sektora państwowego i państwowego interwencjonizmu wzrosły (jak wykazują statystyki i analizy). Tym samym, nawet mowy o nadaniu MES Chinom wcześniej nie było.


WTO nigdzie dokładnie nie definiuje gospodarki rynkowej i nie określa kryteriów, które decydują, czym dokładnie ona jest. Pozostaje pole do interpretacji i ewentualnego sporu. Teraz jednak zbliża się automat, czyli 11 grudnia, więc pojawił się spór. Wspomniany raport Parlamentu Europejskiego nadał ton, pisząc wprost: "interpretacja artykułu 15 (d) pozostaje kontrowersyjna?. Wskazano przede wszystkim na to, iż nadanie MES jest ściśle powiązane z kwestią procedur antydumpingowych. Tymczasem statystyki są dramatyczne w wymowie. Według danych WTO w okresie od połowy 2014 r. do połowy 2015 r. aż 28 proc. wszystkich procedur antydumpingowych na świecie dotyczy Chin. Ze wspomnianego raportu Parlamentu Europejskiego wynika, że w latach 1994-2014 na wszczętych na całym świecie 690 procedur antydumpingowych aż 166 przypadało na Chiny. Mają one status niesławnego lidera; druga w zestawieniu była niestety UE, a trzecia Korea Południowa.

Pierwszy zasadniczy problem polega na tym, że WTO nigdzie dokładnie nie definiuje gospodarki rynkowej i nie określa kryteriów, które decydują, czym dokładnie ona jest. Pozostaje pole do interpretacji i ewentualnego sporu. Ten fakt natychmiast wykorzystują do swych celów Chiny, argumentując: jeśli podpisaliśmy umowy o wolnym handlu z RPA, Singapurem, Australią i Nową Zelandią, które traktują nas jako gospodarkę rynkową, to czemu inaczej podchodzą do nas Waszyngton, Toronto, Bruksela i Tokio. Stany Zjednoczone jednoznacznie stwierdziły: nawet po 11 grudnia 2016 r. nie przyznamy Chinom MES, "to jest wykluczone" - stwierdzono w oficjalnym oświadczeniu na ten temat. Teraz toczy się bój o to, co zrobi z tym fantem Bruksela. Głosowanie 12 maja w Parlamencie Europejskim, mocno niekorzystne dla Chin (546 za nieprzyznawaniem im MES, tylko 28 przeciw, przy 77 wstrzymujących się), oraz dość wyraźne zamiatanie tej sprawy pod dywan przez Komisję Europejską nie wróżą najlepiej. Do grudnia do porozumienia może nie dojść. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że istnieje autentyczna podstawa do wzrostu europejskich obaw. Chodzi o potężną chińską nadprodukcję stali i obawy, że zaleje ona europejskie rynki. Według danych Banku Światowego Chiny aktualnie dają 50 proc. całej światowej produkcji stali (oraz 55 proc. aluminium i aż 60 proc. cementu). Co istotne, eksport tych produktów wzrósł w ostatnich trzech latach niebotycznie, do poziomu 107 mln ton, co oznacza sumę wyższą niż roczna produkcja stali w USA. Według różnych szacunków przypuszcza się, że od 300 tys. do 3 mln osób w Europie może stracić pracę z powodu zalania rynku tanią chińską stalą.

Źródło : forsal.pl

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012