16 października 2018 r.
Aluminiowa wojna handlowa

"nie zagraża bezpieczeństwu narodowemu Ameryki". To zapowiada kolejną globalną wojnę handlową, tym razem na rynku metali.

Stany Zjednoczone mają jedną z najnowocześniejszych gałęzi produkcji aluminium na świecie, dysponującą tanią energią i wykształconą, pracowitą siłą roboczą. Przemysł aluminiowy to od dawna amerykańska potęga, zapewniająca wysoką wartość dodaną, dużo wyższe płace niż przeciętne (w Zachodniej Wirginii wynagrodzenie w tym sektorze wynosi średnio 62 tysiące dolarów rocznie przy średniej 23 tysiące, a więc prawie trzykrotnie więcej). Jest także kluczowym elementem w sektorze przemysłu o najwyższej wartości dodanej, jak przemysł lotniczy, samochodowy, kosmiczny. To metal XXI wieku, nie do zastąpienia – lekki, łatwo odnawialny i poddający się recyclingowi, przy tym trwały i odporny na korozję.

Jak się jednak okazuje, na drodze tego giganta wyrósł niespodziewany konkurent – Chiny, które na przełomie wieku były niewielkim graczem – 11 procent produkcji pierwotnej. Jednak po kilku latach wzrostu z „typową” dla Chińczyków dynamiką 19% każdego roku - w 2015 Chińczycy wyprodukowali ponad połowę światowego aluminium pierwotnego. Do błyskawicznego wzrostu azjatyckiego smoka gospodarczego przyczyniło się zapotrzebowaniem na ten metal, Chiny zużywają już 54% światowego aluminium.

Wobec zalewu taniej chińskiej produkcji, pierwotna produkcja w USA spada, do poziomu sprzed II wojny światowej.

Jednak amerykański rynek podupadł tak poważnie jedynie w pierwotnym pozyskiwaniu aluminium z boksytów. Tutaj od 2013 do 2016 r. zatrudnienie spadło z 12,8 do 7,4 tysiąca (58%). Na wszystkich innych poziomach – wytopu wtórnego (ze zbiórki złomu), sprzedaży i obsługi – wszędzie tak zużycie jak i zatrudnienie - rosło. Ilość pracujących w całej branży wzrosła o 3% do 161 tysięcy (łącznie ze wspieranymi przez przemysł jest 713 tysięcy miejsc pracy). Bowiem pierwotne pozyskanie aluminium to tylko niewielka, kilkuprocentowa część całego przemysłu, w USA znacznie więcej aluminium pozyskuje się z surowców wtórnych. Wydawałoby się więc, że sytuacja nie jest dramatyczna.

Spadek produkcji pierwotnej jest tylko tłem i argumentem w realnej wojnie o rynek produktów z aluminium. O ile kilka lat temu Stany samodzielnie produkowały 84% folii i nic nie importowały z Chin, tak obecnie własna produkcja spadła do 69%, a to miejsce uzupełnił import, zaspokajający 22% zapotrzebowania. W efekcie cena spadła o 40 procent. Zwolennik wolnorynkowej gospodarki tańczyłby ze szczęścia. Jednak Amerykanie nie są tacy naiwni, bardzo nie lubią, gdy przegrywają w konkurencji gospodarczej.

Stowarzyszenie branży aluminium broni się – nie chcąc oddawać pola zagranicznym producentom. Wobec tak „nieuczciwej konkurencji” zwróciło się do polityków o nałożenie ceł. Co ciekawe, materiał przedstawiony administracji nosi tytuł „Promując amerykańskie aluminium” („Advancing American Aluminum”). Podstawowym argumentem jest polityka przemysłowa Państwa Środka. W przypadku chińskiego aluminium mowa o „sztucznych zachętach i rządowych subsydiach”. Amerykanie są oburzeni, że Chiny rozwijają przemysł, gdy „nie ma to ekonomicznego ani środowiskowego sensu”. Powołując się na „uczciwą konkurencję” (jak to mówi prezydent Trump - „not free.... fair competition”), oskarżają Chińczyków o „dumping”, stosując wszelkie dostępne im narzędzia do poskromienia konkurenta. A że wciąż są potęgą, możliwości mają spore.

Od Chin żądają zaprzestania takiej polityki przemysłowej, przede wszystkim skończenia z tanimi pożyczkami rządowymi, ulgami podatkowymi, zachęcającymi do przedłużenia łańcucha wartości i sprzedaży bardziej przetworzonych produktów. Amerykanie żądają także, by chiński przemysł aluminiowy był „transparentny”, to znaczy, aby wiedzieć o nim wszystko i natychmiast reagować na niekorzystne posunięcia. Efektem ma być „zamknięcie niepotrzebnych mocy produkcyjnych”. Warto zauważyć że mówi to jeden producent o drugim. I żąda od swoich polityków, by zmusili rząd innego kraju do niekorzystnych dla niego zmian.

Swoją rolę odgrywa także walka z ociepleniem klimatu. Zobowiązania i deklaracje, w podejmowaniu których Chińczycy są mistrzami, ale tylko tak, by nie ograniczały ich rozwoju przemysłowego. Amerykanie żądają, by te deklaracje radykalnie wprowadzić w życie, a ich brak uznać za subsydia rządowe dla przemysłu aluminiowego. Jeśli bowiem Zachód nałożył na swoje przedsiębiorstwa tak wysokie wymagania – kosztowne i blokujące inwestycje – to nieprzestrzeganie ich przez innych jest „nieuczciwą konkurencją”. Amerykańskie huty aluminium zostały zmuszone do redukcji emisji, czyli wprowadzenia droższych procesów w super-energochłonnej branży. Zdobyły się na 40-procentową redukcję emisji, ale po zderzeniu z chińską konkurencją zamknęły osiem hut i zwolniły 60% pracowników i to tylko w ciągu trzech lat.

I jak to w Ameryce, rząd działa w interesie amerykańskich przedsiębiorstw – w sierpniu 2017 r. nałożono zaporowe cła (17 do 81 procent) na chińskie folie aluminiowe, które Chiny eksportowały za prawie 400 milionów dolarów rocznie. Nic nowego zresztą – gdy do 2011 roku rozwijał się intensywnie import profili aluminiowych, amerykańskie władze nałożyły na nie cła i to horrendalnie wysokie – 374 procent. Dobry wzór, jak bronić własnych przedsiębiorstw.

 

Źródło: www.kierunekchemia.pl

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012