Shadowbox.init();
3 grudnia 2021 r.
Cena tony aluminium przekroczyła 3 tys. dolarów.

Produkcja aluminium to jeden z najbardziej energochłonnych procesów przemysłowych. Kryzys energetyczny w Chinach odbije się na podaży aluminium. Możliwe, że kraj Środka ograniczy jego eksport, co byłoby kolejnym mocnym bodźcem cenowym. Perspektywy dla odbiorców aluminium – branż, które nie mogą się bez niego obyć – nie są optymistyczne. Nic nie wskazuje na to, że światowa produkcja metalu szybko wzrośnie. Aluminium jako metal lekki, dostępny i wytrzymały podbiło świat. To metal, który ze względu na liczne zastosowania doskonale wpisuje się w nowoczesną gospodarkę. Co więcej, niektóre najbardziej perspektywiczne branże bez aluminium praktycznie nie mogą się obyć. Problem z nim jest jeden, ale za to poważny. Żaden inny popularny metal nie wymaga w procesie produkcji aż takich nakładów energetycznych. Nic więc dziwnego, że o aluminium mówi się, że to metal zbudowany z czystej energii. Średnio do wyprodukowania jednej tony aluminium potrzeba około 14 megawatogodzin energii. To tyle, ile przeciętnie zużywa gospodarstwo w jednorodzinnym domu na ponad 3 lata! Gdyby globalny przemysł aluminiowy wytwarzający 65 milionów ton metalu potraktować jako kraje, byłby on piątym co do wielkości konsumentem energii na świecie. Chiński cios w aluminium O tym, że cena metalu osiągnie rekordowe poziomy, analitycy byli przekonani już od dłuższego czasu. Pierwsze sygnały napłynęły z Chin. Już od kilku tygodni kraj ten przeżywa bowiem poważne problemy energetyczne. Z różnych przyczyn w Chinach występują niedobory energii. Władze w Pekinie wręcz więc nakazały wyłączyć lub ograniczyć produkcję najbardziej energochłonnych instalacji. Jeśli wziąć pod uwagę opisaną wyżej energochłonność produkcji aluminium, nie zdziwi fakt, że na pierwszy ogień poszła produkcja tego metalu. Chińska podaż aluminium jest więc niższa, choć o ile dokładnie, tego nie wiadomo. Jednak następstwa nawet niewielkiego spadku produkcji były dość oczywiste – cena aluminium zaczęła iść mocno w górę. Już w poniedziałek (11 października) metal na London Metal Exchange podrożał aż o 2,8 proc., do 3049 dol. za tonę. Był to najwyższy poziom od lipca 2008 roku. Analitycy zastanawiają się, co dalej. Teraz już tylko drożej? Jak podkreślają specjaliści, informacje z Chin podkręciły trend wzrostowy i ceny zaczęły galopować, jak zwykle w przypadkach, kiedy pojawia się okazja do spekulacyjnej "gry na zwyżkę". Co więcej, perspektywy dla konsumentów tego metalu wydają się być fatalne. Z danych specjalistycznych wynika, iż aluminium stało się przedmiotem dużego zainteresowania funduszy inwestycyjnych. Te zaś zaczęły obstawiać, że metal może podrożeć nawet do poziomu ponad 4 tys. dolarów za tonę. - Sytuacja jest bardzo podobna do strukturalnej gry w fundusze hedgingowe. To, na co się one pozycjonują, to gwałtowny wzrost ceny - mówi cytowany przez branżowe media Keith Wildie, szef ds. obrotu w Romco Metals, który handluje opcjami na LME od ponad 20 lat. Ostrożniejszy jest cytowany przez mining.com Mark Hansen, dyrektor generalny londyńskiego domu handlowego Concord Resources Ltd. Stwierdził on, że w obliczu deficytu rynku i potrzeb, ceny mogą osiągnąć 3400 dol. za tonę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. O tym, że dalszy wzrost cen jest prawdopodobny, świadczą też bieżące informacje płynące z rynku. Już w ubiegłym tygodniu Chińska Rada Stanu ogłosiła, że pozwoli na wyższe ceny energii w celu złagodzenia pogarszającego się kryzysu energetycznego. W Holandii producent aluminium Aldel ograniczy zaś produkcję jeszcze w tym tygodniu ze względu na wysokie ceny energii elektrycznej. Ale sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Chińskie ograniczenia w produkcji mogą spowodować, że Pekin zdecyduje się na ograniczenie wywozu aluminium i prostych z niego wyrobów, aby przeciwdziałać możliwym niedoborom na lokalnym rynku. Bez nadziei na nowe moce Czy w tej sytuacji możliwe jest otwarcie nowych mocy produkcyjnych poza Chinami? Jeszcze niedawno mówiono o tym w Niemczech. Obecnie wydaje się to być mało prawdopodobne. Wyprodukowanie tony metalu przez hutę w Niemczech z wszystkimi opłatami kosztowałoby około 4 tys. dolarów, czyli znacznie więcej niż cena rynkowa metalu. Obecnie uruchomienie nowych mocy produkcyjnych mogłyby być rozważane tam, gdzie pozyskuje się nadmiar energii, np. ze źródeł odnawialnych. Idealną lokalizacją byłaby np. Islandia. Tyle że na razie decyzji w tej sprawie nie ma, a trzeba pamiętać, że tego typu inwestycje - nieobojętne przecież dla środowiska - wymagałyby w takim kraju jak Islandia akceptacji społecznej. Jedynym krajem, który deklaruje, iż będzie chciał zwiększać produkcję lekkiego metalu, jest Rosja. Tamtejszy koncern Rusal (produkcja około 4 mln ton aluminium rocznie) widzi możliwości wzrostu produkcji. Uzależnia to jednak od dostępu do taniej energii elektrycznej. Firma rozważa nawet wybudowanie czterech elektrowni wodnych. Problem w tym, że to perspektywa najwcześniej 2030 roku.


Źródło:wnp.pl

















Copyright: IGMNiR 2009 - 2012